Wczoraj przeholowałam. Naprawdę. Zjadłam dużo. Za dużo. Miałam w domu kopytka. I je zjadłam. A potem byłam na siebie tak wkurwiona, że nie wiedziałam, co robię. I ani się obejrzałam siedziałam w pokoju z waflami ryżowymi smarowanymi pastą sezamową i dżemem truskawkowym. Skąd to połączenie? Wszytko co słodkie i do smarowania co było w domu. Naprawdę zawaliłam. Na szczeście koleżanka chciała wyjść na rowery - 25km. + pełno pod górkę. Ale i tak wieczorem 60,5. Rano równo 60. A dzisiaj głodówka. Ponieważ mam zamiar na dużo ruchu, to wypiłam kubek napoju owsianego - ok.120 kcal.
Nareszcie się zebrałam i zrobiłam mój zeszycik <3 Podrukowałam pełno thinspiracji i będę się na nie gapić aż do skutku. Chociaż najlepszy przykład to moja sąsiadka - z 60 do 47. Niby mówi że jadła prawie normalnie i dużo ćwiczyła. Nie wierzę w to. Na 100% Ana miała w tym swój udział.
Przesiadłam się już na rowerek. Jeżdżę do i ze szkoły. A zaraz wpada koleżanka i idziemy na dłuuugi spacerek. Myślę, czy komuś o tym ni powiedzieć, aby mieć wsparcie nie tylko w Was, ale i tu, w realu. Chociaż nie. Ci ludzie mnie nie zrozumieją. Nie mogę zdradzić mojej tajemnicy..
Ja bym nie mówiła nikomu, sama też się nie zdradziłam. Zaraz by było, że tak nie można, muszę jeść itd. Po co to ? ;)
OdpowiedzUsuńTrzymaj się chudo <3