Nareszcie po wizycie u lekarza. Nie ma to jak małe miasto - każdy każdego zna, a więc już dzisiaj pobieranie krwi i wyniki. Czekaliśmy chyba z 4 godziny i przez ten czas mam zdążyła już stwierdzić: "Na pewno przez te twoje diety masz obniżone żelazo. A ja potem będę się tłumaczyć dlaczego..." itp, itd. Jeszcze przed odebraniem wyników zostałam już tak wyzwana... A tu? IDEALNE wyniki. Większość w normie, ale żelazo to już najlepsze. Jakieś jedno coś nie tak, ale reszta pięknie. Ale... Ja nadal wymiotuję. Prawdę mówiąc jest mi niedobrze, nawet jak nic nie jem. A czegoś takiego chyba jeszcze nie miałam. W przyszłym tygodniu jeszcze kilka dodatkowych badań, jakieś USG... Ale nareszcie mam nie tylko wymówkę, ale i motywację, żeby nie jeść!
Nie ważyłam się już prawie tydzień. Boję się, najzwyczajniej w świecie się boję. Bo leżę tylko w łóżku, nie biegam, nie ćwiczę - no bo co, "niedobrze, a brzuszki robi?"Ale dam radę, muszę dać.
Naprawdę kiedy mam już dość, tracę wiarę, wtedy czytam jakiś Wasz komentarz. I od razu mówię sobie: "Nie jestem sama. Robimy to razem!"
Jasne że nie jesteś sama! Do wakacji już tak blisko.. mmm krótkie spodenki, wyobrażasz sobie że w końcu możesz je założyć i nie czuć się jak gruba świnia w za ciasnych spodniach. Też byłam na badaniach krwi i spodziewałam się zaburzonych wyników a u mnie tak samo wszystko idealnie ( to pewnie znaczy że za dużo wpierdalam) trzymaj się szczuplutko (;
OdpowiedzUsuń