piątek, 3 maja 2013

Nowy początek :)

Dokładnie! Zaczynamy jeszcze raz, z uśmiechem!

Wprawdzie moje wyniki były wspaniałe, to jakieś tam dwie czy trzy rzeczy wychodziły ponad normę... Pięciokrotnie xd W każdym razie mama poczytała wczoraj co to  może być i aż tak bardzo do śmiechu to nie jest.

Popatrzyłam na siebie, ludzi, na życie. Odchudzam się po to, by móc tak jak inni pójść od czasu do czasu na lody i się nie przejmować, by założyć krótkie spodenki bez żadnych kompleksów. A prawda jest taka, że z Aną NIGDY nie będę do końca usatysfakcjonowana z mojego ciała, NIGDY nie będę bez wyrzutów sumienia jeść lodów czy słodyczy.

Dlatego powiedziałam NIE! Koniec z Pro Aną. 

Ćwiczenia, zdrowe odżywianie, dużo uśmiechu. I czas. nie schudnę może 7 czy 5 kilo w miesiąc, ale 3 spokojnie. Za to po 4 miesiącach mogę ważyć tych 8 upragnionych kilogramów mniej, a nie dodatkowych 4 więcej. 

Bloga będę dalej prowadzić. Ale nie jako początkujący Motylek, ale radosna i szczęśliwa osoba, która ćwiczy, prowadzi zdrowy tryb życia i już wkrótce osiągnie swoją wymarzoną wagę <3

Pozdrawiam Was i życzę szczęścia!

czwartek, 2 maja 2013

Uff.!

Nareszcie po wizycie u lekarza. Nie ma to jak małe miasto - każdy każdego zna, a więc już dzisiaj pobieranie krwi i wyniki. Czekaliśmy chyba z 4 godziny i przez ten czas mam zdążyła już stwierdzić: "Na pewno przez te twoje diety masz obniżone żelazo. A ja potem będę się tłumaczyć dlaczego..." itp, itd. Jeszcze przed odebraniem wyników zostałam już tak wyzwana... A tu? IDEALNE wyniki. Większość w normie, ale żelazo to już najlepsze. Jakieś jedno coś nie tak, ale reszta pięknie. Ale... Ja nadal wymiotuję. Prawdę mówiąc jest mi niedobrze, nawet jak nic nie jem. A czegoś takiego chyba jeszcze nie miałam. W przyszłym tygodniu jeszcze kilka dodatkowych badań, jakieś USG... Ale nareszcie mam nie tylko wymówkę, ale i motywację, żeby nie jeść!
Nie ważyłam się już prawie tydzień. Boję się, najzwyczajniej w świecie się boję. Bo leżę tylko w łóżku, nie biegam, nie ćwiczę - no bo co, "niedobrze, a brzuszki robi?"Ale dam radę, muszę dać.

Naprawdę kiedy mam już dość, tracę wiarę, wtedy czytam jakiś Wasz komentarz. I od razu mówię sobie: "Nie jestem sama. Robimy to razem!"

wtorek, 30 kwietnia 2013

Małe problemy...

Nie było mnie kilka dni (chociaż pewna nie jestem - całkowicie straciłam rachubę czasu!). W każdym razie mam małe problemy. Chyba przeholowałam z jedzeniem->wymiotowaniem. Naprawdę nie mogłam już zjeść niczego (nawet gdy miałam pusty żołądek), żeby jedzenie nie podchodziło mi do gardła. Poza tym samo gardło strasznie mnie bolało. Waga w prawdzie trochę spadała, ale to już dawno i nieprawda. Tak zaczęłam "udowadniać" mamie, że jem, że rzeczywiście jadłam. I ktoś mi może powie, po cholerę kupiłam to masło migdałowe? Albo wafle ryżowe? W każdym razie źle się czułam, więc w poniedziałek i wtorek nie poszłam do szkoły. I jadłam. Przez 2 dni siedziałam i wpieprzałam, co popadło. No i oczywiście się nie ruszałam, a jak, przecież "chora". No a dzisiaj wieczorem piękny finał wszystkiego. Wypiłam kakao! Ale tak zachciało mi się wymiotować, że wybiegłam z salonu (oglądaliśmy całą rodziną mecz Borussia vs. Real) prosto do łazienki i po jakimś czasie przyszła mama. Ale skoro przez ostatnich kilka dni ciagle skarżyłam się na ból brzucha, to stwierdziła, że dobrze, że wymiotuję i że w czwartek (jutro jest 1.05 - wolne) pójdziemy do lekarza.

Szczerze? Mam naprawdę wrażenie, że chciałam, żeby mnie wreszcie zauważyła. Żeby wreszcie zobaczyła, że po każdym posiłku klęczę nad kiblem. Mimo wielu problemów, choroby taty itp, żebym choć przez chwilę była najważniejsza. Stąd chyba tak naprawdę moja Pro Ana. Ale że średnio mi to wychodziło, to trzeba było przegiąć w drugą stronę, czyli o ciągłe żarcie.

Myślałam już o rozstaniu się z Aną. W niedzielę starałam się jeść normalnie, zdrowo, ruszać się, ale bransoletki nie zdjęłam. A Ana nie dała o sobie zapomnieć. Wtedy pojawiły się problemy, bo powstrzymywałam wymioty.

Ale wiecie co? Stwierdziłam, że nie chcę Was opuszczać. Chcę być taka, jak Wy. Osiągnąć to, co się Wam udało. Proszę, bądźcie ze mną, zwłaszcza w ciągu najbliższych kilku dni.
I trzymajcie się Chudo! <3

piątek, 26 kwietnia 2013

7.

Wczoraj przeholowałam. Naprawdę. Zjadłam dużo. Za dużo. Miałam w domu kopytka. I je zjadłam. A potem byłam na siebie tak wkurwiona, że nie wiedziałam, co robię. I ani się obejrzałam siedziałam w pokoju z waflami ryżowymi smarowanymi pastą sezamową i dżemem truskawkowym. Skąd to połączenie? Wszytko co słodkie i do smarowania co było w domu. Naprawdę zawaliłam. Na szczeście koleżanka chciała wyjść na rowery - 25km. + pełno pod górkę. Ale i tak wieczorem 60,5. Rano równo 60. A dzisiaj głodówka. Ponieważ mam zamiar na dużo ruchu, to wypiłam kubek napoju owsianego - ok.120 kcal.

Nareszcie się zebrałam i zrobiłam mój zeszycik <3 Podrukowałam pełno thinspiracji i będę się na nie gapić aż do skutku. Chociaż najlepszy przykład to moja sąsiadka - z 60 do 47. Niby mówi że jadła prawie normalnie i dużo ćwiczyła. Nie wierzę w to. Na 100% Ana miała w tym swój udział.

Przesiadłam się już na rowerek. Jeżdżę do i ze szkoły. A zaraz wpada koleżanka i idziemy na dłuuugi spacerek. Myślę, czy komuś o tym ni powiedzieć, aby mieć wsparcie nie tylko w Was, ale i tu, w realu. Chociaż nie. Ci ludzie mnie nie zrozumieją. Nie mogę zdradzić mojej tajemnicy..

środa, 24 kwietnia 2013

5.

Jestem na siebie zła. Wkurzona. Nie mówiąc gorzej.
Wczoraj z racji "testu" zjadałam dużo. Naprawdę dużo. Do tego nie poszłam ani do sauny, ani tak naprawdę nie ćwiczyłam. No i rano 59,5. Ale dzisiaj nie pozwolę sobie na więcej!
Jak do tej pory mam mniej niż pół mango (ok. 80 kcal) i napój owsiany naturalny (ok. 70 kcal). Czyli w sumie 150. Zaraz idę do szkoły i zobaczymy, jak tam poszedł im dzisiejszy test.

11:11

wtorek, 23 kwietnia 2013

4.

I po teście!
Z historii z wosem (uwaga, uwaga.!) - 1 błąd xd
Bo napisałam, że w listopadowym w bitwie pod Grochowem, to partyzantka była, a nie wojsko regularne. No cóż, mówi się trudno! Polski - pierwsza reakcja na charakterystykę: "Że fuck?!", ale potem Santiago git majonez ^^ Czekam jeszcze aby sprawdzić test z polskiego i potem luzik. Bo wiecie co? Jutro nie piszę >.< Fajnie być laureatem!

Ale niestety egzaminy mają to do siebie, że trzeba mieć "dużo siły", a wiec ogromna micha owsianki z mlekiem sojowym, bananem (!) i trochę suszonych fig... i nawet nie można tego z siebie wyrzucić, bo przecież egzamin. I do tego 2 kostki ciemnej czekolady (85%, wiec chyba nie AŻ tak źle). Ale do końca dnia nic nie jem. I chodzę, ćwiczę i się lenię - no bo potem już tylko angielski.
Jest świetnie! A rano 59 kg. Jutro pewnie trochę więcej, chociaż poćwiczę, pochodzę i będzie dobrze :)

14:36

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

3.

Już teraz tylko tak na szybko. Kocham głodówki!
Rano waga - 59,3. Czyli równo -1kg.
Dzisiaj zjadłam ok 100kcal z winogron, a potem mama zmusiła mnie do zjedzenia krupniku - czekała, aż nie włożę łyżki do ust (chyba coś za mało dla niej jadłam). Potem jeszcze połowa mango. Większości popołudniowego jedzenia się pozbyłam. Idzie coraz łatwiej. Wieczorem znowu tyle samo na wadze, więc jutro będzie mniej. Dzisiaj ponad 14 tys. kroków :)

A jutro trzymajcie kciuki za polski i historię! O rety, już jutro egzamin! >.<