wtorek, 30 kwietnia 2013

Małe problemy...

Nie było mnie kilka dni (chociaż pewna nie jestem - całkowicie straciłam rachubę czasu!). W każdym razie mam małe problemy. Chyba przeholowałam z jedzeniem->wymiotowaniem. Naprawdę nie mogłam już zjeść niczego (nawet gdy miałam pusty żołądek), żeby jedzenie nie podchodziło mi do gardła. Poza tym samo gardło strasznie mnie bolało. Waga w prawdzie trochę spadała, ale to już dawno i nieprawda. Tak zaczęłam "udowadniać" mamie, że jem, że rzeczywiście jadłam. I ktoś mi może powie, po cholerę kupiłam to masło migdałowe? Albo wafle ryżowe? W każdym razie źle się czułam, więc w poniedziałek i wtorek nie poszłam do szkoły. I jadłam. Przez 2 dni siedziałam i wpieprzałam, co popadło. No i oczywiście się nie ruszałam, a jak, przecież "chora". No a dzisiaj wieczorem piękny finał wszystkiego. Wypiłam kakao! Ale tak zachciało mi się wymiotować, że wybiegłam z salonu (oglądaliśmy całą rodziną mecz Borussia vs. Real) prosto do łazienki i po jakimś czasie przyszła mama. Ale skoro przez ostatnich kilka dni ciagle skarżyłam się na ból brzucha, to stwierdziła, że dobrze, że wymiotuję i że w czwartek (jutro jest 1.05 - wolne) pójdziemy do lekarza.

Szczerze? Mam naprawdę wrażenie, że chciałam, żeby mnie wreszcie zauważyła. Żeby wreszcie zobaczyła, że po każdym posiłku klęczę nad kiblem. Mimo wielu problemów, choroby taty itp, żebym choć przez chwilę była najważniejsza. Stąd chyba tak naprawdę moja Pro Ana. Ale że średnio mi to wychodziło, to trzeba było przegiąć w drugą stronę, czyli o ciągłe żarcie.

Myślałam już o rozstaniu się z Aną. W niedzielę starałam się jeść normalnie, zdrowo, ruszać się, ale bransoletki nie zdjęłam. A Ana nie dała o sobie zapomnieć. Wtedy pojawiły się problemy, bo powstrzymywałam wymioty.

Ale wiecie co? Stwierdziłam, że nie chcę Was opuszczać. Chcę być taka, jak Wy. Osiągnąć to, co się Wam udało. Proszę, bądźcie ze mną, zwłaszcza w ciągu najbliższych kilku dni.
I trzymajcie się Chudo! <3

piątek, 26 kwietnia 2013

7.

Wczoraj przeholowałam. Naprawdę. Zjadłam dużo. Za dużo. Miałam w domu kopytka. I je zjadłam. A potem byłam na siebie tak wkurwiona, że nie wiedziałam, co robię. I ani się obejrzałam siedziałam w pokoju z waflami ryżowymi smarowanymi pastą sezamową i dżemem truskawkowym. Skąd to połączenie? Wszytko co słodkie i do smarowania co było w domu. Naprawdę zawaliłam. Na szczeście koleżanka chciała wyjść na rowery - 25km. + pełno pod górkę. Ale i tak wieczorem 60,5. Rano równo 60. A dzisiaj głodówka. Ponieważ mam zamiar na dużo ruchu, to wypiłam kubek napoju owsianego - ok.120 kcal.

Nareszcie się zebrałam i zrobiłam mój zeszycik <3 Podrukowałam pełno thinspiracji i będę się na nie gapić aż do skutku. Chociaż najlepszy przykład to moja sąsiadka - z 60 do 47. Niby mówi że jadła prawie normalnie i dużo ćwiczyła. Nie wierzę w to. Na 100% Ana miała w tym swój udział.

Przesiadłam się już na rowerek. Jeżdżę do i ze szkoły. A zaraz wpada koleżanka i idziemy na dłuuugi spacerek. Myślę, czy komuś o tym ni powiedzieć, aby mieć wsparcie nie tylko w Was, ale i tu, w realu. Chociaż nie. Ci ludzie mnie nie zrozumieją. Nie mogę zdradzić mojej tajemnicy..

środa, 24 kwietnia 2013

5.

Jestem na siebie zła. Wkurzona. Nie mówiąc gorzej.
Wczoraj z racji "testu" zjadałam dużo. Naprawdę dużo. Do tego nie poszłam ani do sauny, ani tak naprawdę nie ćwiczyłam. No i rano 59,5. Ale dzisiaj nie pozwolę sobie na więcej!
Jak do tej pory mam mniej niż pół mango (ok. 80 kcal) i napój owsiany naturalny (ok. 70 kcal). Czyli w sumie 150. Zaraz idę do szkoły i zobaczymy, jak tam poszedł im dzisiejszy test.

11:11

wtorek, 23 kwietnia 2013

4.

I po teście!
Z historii z wosem (uwaga, uwaga.!) - 1 błąd xd
Bo napisałam, że w listopadowym w bitwie pod Grochowem, to partyzantka była, a nie wojsko regularne. No cóż, mówi się trudno! Polski - pierwsza reakcja na charakterystykę: "Że fuck?!", ale potem Santiago git majonez ^^ Czekam jeszcze aby sprawdzić test z polskiego i potem luzik. Bo wiecie co? Jutro nie piszę >.< Fajnie być laureatem!

Ale niestety egzaminy mają to do siebie, że trzeba mieć "dużo siły", a wiec ogromna micha owsianki z mlekiem sojowym, bananem (!) i trochę suszonych fig... i nawet nie można tego z siebie wyrzucić, bo przecież egzamin. I do tego 2 kostki ciemnej czekolady (85%, wiec chyba nie AŻ tak źle). Ale do końca dnia nic nie jem. I chodzę, ćwiczę i się lenię - no bo potem już tylko angielski.
Jest świetnie! A rano 59 kg. Jutro pewnie trochę więcej, chociaż poćwiczę, pochodzę i będzie dobrze :)

14:36

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

3.

Już teraz tylko tak na szybko. Kocham głodówki!
Rano waga - 59,3. Czyli równo -1kg.
Dzisiaj zjadłam ok 100kcal z winogron, a potem mama zmusiła mnie do zjedzenia krupniku - czekała, aż nie włożę łyżki do ust (chyba coś za mało dla niej jadłam). Potem jeszcze połowa mango. Większości popołudniowego jedzenia się pozbyłam. Idzie coraz łatwiej. Wieczorem znowu tyle samo na wadze, więc jutro będzie mniej. Dzisiaj ponad 14 tys. kroków :)

A jutro trzymajcie kciuki za polski i historię! O rety, już jutro egzamin! >.<

niedziela, 21 kwietnia 2013

2.

Hej Motylki!
Po wczorajszym wieczorze przytyłam "na szczęście" "tylko" 30dag, czyli mimo wszystko mogę to uznać za jakiś tam sukces -spodziewałam się naprawdę więcej.
Ale teraz czas na naukę. Mam dzisiaj i jutro, by nauczyć się historii, polskiego i wosu na egzamin xd
Do tego ręka cały czas strasznie mnie boli (wspomniałam, że wylałam sobie wczoraj wrzątek na dłoń?  xd), nogi bolą, bo wczoraj "testowałam" nowe (wysookie) buty.  Jest zajebiście!
Myślę zrobić sobie dzisiaj głodówkę - żeby oczyścić ciało i umysł. Zobaczymy, jak przyjdzie to z moją mamą >. <

***

Oki, mamusia jak najbardziej poparła moją głodówkę. Jest między nami mała różnica - dla mnie to "głodówka", dla niej "oczyszczanie". Chyba każdy posiłek jaki zjadłam przez ostatnich kilka dni był przy niej,  więc ona ma wrażenie, że "ciągle jem" - taki był plan. Do tego powtarza mi, że mam ograniczać jedzenie, a więc wszystko świetnie się układa. Zobaczymy, ile czasu uda mi się nie jeść za jej zgodą.. :)
Teraz tak sobie pomyślałam, że będę musiała zjeść we wtorek porządne śniadanko, aby mieć siłę na egzamin... Ale kto powiedział, że po nim też? :)

sobota, 20 kwietnia 2013

1.1

Wróciliśmy wcześniej, tak, jak zaplanowano. Niestety - jedzenie było dobre! Na szczęście wybyłyśmy jeszcze przed tortem, ciasta w ogóle nie tknęłam. Najpierw trochę zupy, potem gdy było drugie, nałożyłam sobie cały talerz surówek i sałatek. A gdy wszyscy dookoła jedli mięso i inne - ja winogrona. Ale czuję jak przewala mi się to w brzuchu na prawo i lewo. Chyba zaraz kierunek - łazienka. Dobrze, że idziemy potem z mamą do sauny, to może przytyję tylko trochę ;/

1.

No niestety, wczoraj nie dałam już rady nic napisać, bo spróbowałam poćwiczyć z Mel B - jak na pierwszy raz było chyba nie najgorzej. Robiłam nogi - moją największą zmorę. Hmm.. wytrzymałam do końca, to już coś :)

Już dzisiaj czeka mnie pierwsze wyzwanie - osiemnastka mojego sąsiada. Na szczęście idę razem z mamą, więc nic nie będę pić. A poza tym ona już jakiś czas temu stwierdziła, że jestem za gruba i mam się ograniczać z jedzeniem. Dlatego wyjdziemy jeszcze przed tortem. Powód mamy dobry - chorego tatę w domu. Chyba jedyny możliwy plus w całej tej sytuacji. Nie będę jadła mięsa i innych tłustych rzeczy (mój wujek, który schudł ponad 10 kilo, a nie był jakiś super gruby, rozpisał mi dietę wegańską, to mama chcąc, nie chcąc musiała to zaakceptować :P), tylko trochę sałatki, owoców. Ale mam nadzieję, że i tak większość wyląduje w łazience.

Jestem na siebie strasznie wkurzona! Miałam dzisiaj nic nie jeść (albo jak najmniej), żeby ten wieczór mi wszystkiego nie popsuł, a tu? Rano wielki kubek (taki ok. 350ml) z otrębami owsianymi, potem "by zachować pozory" pojadłam z mamą sałatkę z pomidorów, sałaty i ogórka, a na koniec? Kiść ciemnych winogron! W sumie wyjdzie pewnie ponad 250kcal. Próbowałam potem trochę tego z siebie wyrzucić, ale bez skutku - jeżeli zjem coś na pusty żołądek, strasznie ciężko mi to potem zwrócić. Za chwilę ruszam z piesem na spacer, szybki marsz, ok. 45-60 minut. Coś to może pomoże :)

Ogólnie kocham obecną technikę! Pobrałam sobie na telefon krokomierz, który (o dziwo!) działa naprawdę poprawnie - nosiłam go razem z prawdziwym i ich wyniki były niemalże takie same, a jednak ten chyba trochę mniej rzuca się w oczy ;) Staram się więc wyrabiać te 10tys. - tyle wynosi niby próg do stylu życia "active". Hmm.. zobaczymy, zobaczymy. Jak na razie przez cały ostatni tydzień udawało mi się :)

Mam do Was pytanko, jakie ćwiczenia byście najbardziej polecały, żeby pozbyć się tych wstrętnych ud, ale nie rozbudować za bardzo mięśni? Bo powiem, że szczerze nienawidzę takich wielkich mułów <ugh!>

Waga rano: 60kg. (Boże, jakim cudem ważę AŻ tyle?! -.-) - cel I jest.

piątek, 19 kwietnia 2013

No to zaczynamy!

Hej Wszystkim!
(albo coś takiego - jest to tak naprawdę mój pierwszy blog, więc nie za bardzo wiem co i jak ;P)

No to chyba najlepiej zacząć od początku. Mam 16 lat i (od niedawna) rozpoczęłam życie z Pro Aną. Odchudzanie zaczęłam w zeszłym roku w okolicach lutego. Udało mi się wtedy zejść z 60kg, do 54kg. Byłam z siebie tak cholernie dumna, tak się cieszyłam, że to już koniec diety, więc sobie odpuściłam. Niestety akurat wypadały wakacje - lody, pizza, naleśniki... No i wróciłam do 58! Potem miałam jeszcze kilka zrywów, które nie kończyły się dobrze i tym oto sposobem dotarłam do moich obecnych 61. A przy wzroście 168cm - nie wygląda to najlepiej. Inaczej - jest beznadziejnie! Jak można być taką tłustą krową?! Ale powiedziałam nie. Koniec. I tym razem naprawdę. Teraz mi się uda, ponieważ jest ze mną Ana. Póki co nie mogę nazywać się Motylkiem, bo do Waszej lekkości jeszcze dużo mi brakuje, ale mam nadzieję, że dzięki Waszemu wsparciu nareszcie uda mi się osiągnąć mój cel.

Później coś jeszcze może dopiszę, chociaż przydałoby mi się wreszcie trochę snu. A do tego we wtorek (czyli 4 dni!) egzaminy gimnazjalne. -.- ech... jakoś to będzie!